Planeta 7thGuard

Śledzimy ciekawe blogi techniczne.
Dowiedz się więcej »

Obserwujemy te blogi:


RSS Planety: RSS 2.0, RSS 1.0
Lista blogow: FOAF, OPML
Ostatnia aktualizacja: 09/02/2010 01:16 AM

Zgłoś bloga: planeta (na) 7thguard.net

Zbuttonuj się: button planety 7thguard

09/02/2010

Karol Zalewski

Końca odcienie szarości

W gruncie rzeczy nigdy nie przestałem zachowywać się, jak dziecko. Do tej pory robię tylko i wyłącznie to, co sprawia mi przyjemność i uwielbiam zwracać na siebie uwagę. Jedynym przejawem tego, że powoli się starzeję są obowiązki, których się podejmuję i odpowiedzialność, którą na siebie przyjmuję. Oczywiście, również i tutaj nie zabrakło dziecięcego podejścia, które można dostrzec w tym, iż staram się, aby w zakresie moich obowiązków zawierało się to, co sprawia mi przyjemność. Warto, aby „muszę” pokrywało się z „chcę”. Problemem jest to, że nie chcę pisać. A przynajmniej nie w takiej formie, w jakiej robiłem to dotychczas.

Przyznam szczerze, że informowanie kogokolwiek o tym, iż przestaje się pisać „blogaska” zawsze uważałem za zachowanie infantylne mające na celu zwrócenie na siebie uwagi. Szczególnie, że powroty są w modzie. Sam jednak czuję się zobowiązany do tego, aby poinformować osoby odwiedzające mnie, iż planuję pewną zmianę formy tego, co tworzę już od ponad 3 lat. Nie oszukuję się jednak, że przestanę pisać - czynność ta, sama w sobie, sprawia mi zbyt wiele radości.

Zdecydowanie bardziej kłopotliwe jest to, iż nie mam koncepcji na zmianę. Oznacza to, że przez jakiś czas będę cicho. Chociaż znając samego siebie wiem, iż nie potrwa to długo. Natomiast już teraz jestem przekonany, iż koncepcja bloga technicznego w moim przypadku nie zdaje egzaminu. Zatem można się tutaj w przyszłości spodziewać wpisów związanych z moim światopoglądem, codziennością, jak i pracą z którą mam do czynienia. Nie wyklucza to tematów ogólnotechnicznych, ale na pewno nie będą one stanowić istoty tego, co piszę. Będzie szaro. Na tyle szaro, aby miejsce to stanowiło doskonałą odskocznię dla tego, co w moim życiu jest aż nazbyt kolorowe, rubinowe.

09/02/2010 12:00 AM | oryginalny wpis


08/02/2010

Paweł Tkaczyk

Podcast „Mała Wielka Firma”, odc. 29: E-commerce

Podcast „Mała Wielka Firma”Czy założenie sklepu internetowego rzeczywiście jest łatwym biznesem, który nie wymaga wielkich nakładów finansowych? Według Piotra Jarosza z portalu Sklepy24.pl, wcale nie jest to taki łatwy kawałek chleba. W opublikowanym niedawno raporcie „e-Handel Polska 2009” wnioski z badań są czasem zaskakujące.
Pobierz plik (MP3)

Podobne wpisy:


08/02/2010 07:49 PM | oryginalny wpis


Robert Drózd

Kolejnych 5 porad – dokumenty: i ładne i użyteczne

Paweł Tkaczyk poruszył dziś na swoim blogu ważny temat wyglądu firmowych dokumentów. Dlaczego ważny?

Trochę wychodząc od zaleceń Pawła, podam dodatkowych 5 porad, jak nasze „dzieło” uczynić użytecznym.

Porady dotyczą raczej większych dokumentów, takich jak raporty, oferty – ale im dłuższy, tym lepiej powinien być zorganizowany.

1. Stosuj style

Nauczenie się funkcji: styl w Wordzie uważam chyba za najważniejszą rzecz, którą wiem o tym programie. Dzięki temu mam pewność, że dokumenty, które produkuję będą wyglądały w jednolity sposób, nawet jeśli mają mocno powyżej 100 stron.

Trzy lata temu pisałem:

Ale większość użytkowników Worda nie ma pojęcia o stosowaniu stylów. Czy to wina programu? Oczywiście, że nie. Pierwszą lekcją w stosowaniu procesorów tekstu zawsze będzie „o tutaj możesz pogrubić, tutaj pochylić, tu się otwiera, a tu zapisuje”. I nic w tym złego – nowego użytkownika zawsze cieszy, że natychmiast WIDAĆ to co on robi.

Na kolejnej lekcji powinno zostać dopowiedziane: „ale jak raz ustalisz wygląd tekstu, możesz go używać w całym dokumencie, nie trzeba się z tym bawić ponownie – do tego służą style”. Niestety, takiej lekcji najczęściej nie ma. Dlaczego? Word wydaje się z pozoru prostym programem. A po co uczyć tego, co proste?

Warto jednak zacząć stosować style. Na początku można modyfikować wygląd akapitów – np. krój pisma oraz interlinię definiować jako modyfikację stylu „Normalny”, a nie poprzez zaznaczenie tekstu i wybranie z listy. Większość podręczników stylom poświęca zaledwie jeden rozdział, ale mogą pomóc.

2. Organizuj tekst

Musimy mieć na uwadze to, że jeśli nasz dokument wysyłamy mailem, to niezależnie od jego formy często nie będzie drukowany, tylko czytany na ekranie.  Dlatego pisząc musimy stosować wszystkie reguły dotyczące pisania dla internetu.

Jeśli czujesz, że nie dość jesteś w tym biegły, warto poszukać odpowiedniej literatury, gdzie będą przykłady, niezła, choć trochę …przegadana jest książka „Zabójczo skuteczne treści internetowe”.

Podstawowa reguła w pisaniu współczesnych dokumentów to: akapity są nudne! Kilka akapitów pod rząd (a tym bardziej jeden dlugi) to jednolite bloki tekstu, z których wiele osób przeczyta tylko początek.  Dlatego jeśli możemy taki akapit rozbić – to zróbmy to.

Trzy podstawowe narzędzia do rozbijania akapitów:

Warto stosować te narzędzia, do których mamy łatwy dostęp. Tabelę da się w Wordzie 2007 wstawić i sformatować przy pomocy dwóch opcji menu. Można oczywiście tworzyć bardziej skomplikowane schematy – ale w większości wystarczą te dwa kliknięcia.

3. Pisz podsumowania na początku dokumentu

Regularnie czytam raporty – np. od firm SEO, które mają po 70 stron i … które trzeba analizować, aby dojść, o co tak naprawdę w takim dokumencie chodzi. Konieczne jest tzw. Executive Summary na początku dokumentu. Niezależnie czy dokument ma 10 czy 100 stron, podsumowanie nie powinno zająć więcej niż 2 strony.

4. Stosuj spisy treści i zakładki

Jednolite nagłówki pozwalają na stworzenie ładnie wyglądających spisów treści.

Przykładowy spis treści

Również gdy eksportujemy pliki do PDF, warto zrobić tam spis treści. Word pozwala wygenerować taki spis przy zapisywaniu jako PDF – wystarczy wejść w Opcje i zaznaczyć: „Utwórz zakładki przy użyciu nagłówków”.

Zaznaczenie: Utwórz zakładki przy użyciu nagłówków

5. Przynajmniej raz wydrukuj dokument

Przyznaję, że sam się do tego nie stosuję, gdy czas nagli. Ale trzeba to robić. Wydrukowanie tego, co widzieliśmy wyłącznie na ekranie monitora dodaje nam dystansu. W ten sposób po wydrukowaniu i półgodzinnej przerwie jesteśmy w stanie wyłapać np. błędy, czy niespójności.

Najlepiej jest oczywiście pokazać dokument innej osobie – choćby i praktykantowi, który go przeczyta i powie co jest nie tak. Sytuacja sprzed paru lat – dokument tworzyły 3 osoby, dzień wysłania, wydruk tak tylko pro forma i kolega z innego projektu, który z ciekawości zajrzał do tekstu. I wychwycił poważną rozbieżność, której jako osoby zaangażowane w swoje części nie potrafiliśmy dostrzec, choć wcześniej rozmawialiśmy o tym przez tydzień.

Czy warto?

Pytanie, czy warto tak dbać o detale? To zależy od tego,w jaki sposób nasz dokument będzie używany.

Jeśli ma tylko być przeczytany i służyć dalszej decyzji – to liczy się bardziej czy klient po jego przeczytaniu zrozumie o co chodzi.

Jeśli dokument ma być ścisłym przewodnikiem do zrobienia czegoś, to trzeba zadbać o dokładność. Programiści, którzy dostają moje projekty funkcjonalne często opierają się na każdym zdaniu. Z drugiej strony czytający te same projekty decydenci nie potrzebują aż takiej dokładności – im służyć ma jasna struktura, ilustracje i podsumowania.

Poza tym – dobra organizacja wcale nie zajmuje więcej czasu. Mi osobiście trudniej jest pisać kolejne, takie same akapity. Tabelki, nagłówki, podsumowania – pobudzają wyobraźnię i sprawiają, że pisanie staje się intelektualną przygodą, a nie nudnym obowiązkiem.

Podobne artykuły:

08/02/2010 10:30 AM | oryginalny wpis


Paweł Tkaczyk

7 sposobów na ładniejsze dokumenty w firmie

Prowadzisz firmę i codziennie komunikujesz się na piśmie z Klientami – wysyłając im wyceny, oferty, wezwania do zapłaty czy raporty z postępu prac. Twoje pisma mają robić dobre wrażenie tak samo, jak Twoi pracownicy. Jeśli do tej pory myślałeś, że profesjonalnie zaprojektowane pisma to ciężki orzech do zgryzienia, mam dla Ciebie świetną wiadomość: nie potrzebujesz wcale profesjonalnego projektanta, żeby znacząco poprawić wygląd dokumentów, które wysyłasz na zewnątrz firmy. Te dokumenty składają się głównie z tekstu, prawda? Potrzebujesz zatem kilku podstawowych informacji z zakresu typografii, aby sprawić, że wygenerowane przez Ciebie dokumenty będą lepiej wyglądać. Oto kilka przydatnych rad.

Dobierz podstawowy stopień pisma do wymagań odbiorcy

Większość materiałów, które drukujesz, będzie używała standardowego stopnia pisma (potocznie: wielkości czcionki). Kryterium podstawowym jest tu czytelność. 10-14 punktów to wielkość optymalna. Jednak kiedy Twoimi odbiorcami jest specyficzna grupa Klientów (wysyłasz np. listy do osób starszych), zadbaj o czytelność, powiększając dla nich stopień pisma.

Zaplanuj optymalną ilość znaków w wierszu

Linijka tekstu nie może być zbyt długa (wtedy ciężko nam czytać, bo oko gubi się, przechodząc do kolejnej linii), nie może też być zbyt krótka (tekst brzydko się układa, a częste przeniesienia oka do kolejnej linii burzą nam rytm czytania). Optymalną liczbą znaków w linii jest 50 do 70 (zależy to jeszcze od stopnia pisma, im większe litery, tym mniej znaków w linii). Zaplanuj optymalną długość linii, a zobaczysz, jak pięknie czyta się Twój tekst.

Zaplanuj odpowiednią interlinię

Interlinia to przestrzeń między liniami tekstu. Daje nam „przestrzeń do oddychania” przy czytaniu. Im dłuższa jest Twoja linia tekstu, tym interlinia powinna być większa – oko wtedy łatwiej odnajdzie kolejną linię. Jeśli zamierzasz pisać bardzo małymi literami, także warto wtedy powiększyć domyślną interlinię. Nie zdawaj się na proponowane Ci przez edytor 12 punktów – powiększ interlinię i zobacz, czy nie wygląda lepiej…

Odejdź od standardowych krojów

Kroje pisma (inaczej: fonty) nadają Twoim drukom indywidualny charakter, pod warunkiem, że nie stosujesz takich samych krojów, jak wszyscy. Nie namawiam Cię na jakieś zbytnio udziwnione wymysły – podstawowym kryterium estetyki Twojego pisma nadal pozostaje czytelność – ale spróbuj nadać mu indywidualny charakter, odchodząc od standardowego Timesa czy Ariala. Wysokiej jakości fonty są dołączane do programów graficznych, można je także kupić. Inwestycja rzędu 100 EUR w indywidualny, firmowy font pozwoli Ci się wyróżnić.

Marginesy to Twoi przyjaciele

Marginesy na stronie, czy bardziej ogólnie biała przestrzeń (ang. white space) nadaje Twojemu pismu lekkości, pozostawia bardzo ważną z punktu widzenia estetyki „przestrzeń do oddychania”. Nie zapychaj swoich kartek od brzegu do brzegu, pozwól swoim literom na odrobinę swobody – efekt Cię zaskoczy.

Nie pisz „rzeką”

Tekst ciągły, nie przedzielony żadnymi kontrastującymi przerywnikami (jak np. śródtytuły czy wyróżnione cytaty) nazywamy w typografii „rzeką”. Dobry w przypadku książek o interesującej treści, rzadko sprawdza się przy krótkich formach reklamowych. Przyciągnij uwagę Twojego Klienta wyróżnionym tytułem, podziel tekst listu śródtytułami na krótkie i logiczne fragmenty – zobaczysz, że będzie wyglądał dużo bardziej interesująco i przyciągnie więcej odbiorców.

Umiarkowanie i konsekwencja

To, że powinieneś używać indywidualnych krojów, nie oznacza, że masz używać za każdym razem innych. Nie oznacza także, że możesz używać pięciu krojów w jednym piśmie. Wyróżnienie nagłówków osiągaj za pomocą jednego (góra dwóch) środka z dostępnej gamy (rozmiar, krój, wielkość, kolor, odstęp), a nie wszystkich na raz. Dzięki temu Twoje dokumenty będą wyglądać profesjonalnie i elegancko.

Wszystkie te reguły warto zamknąć w szablonie dokumentu, którego będziesz konsekwentnie używać w Twojej firmie. Dzięki temu nie będzie potrzeby ustawiania wszystkich parametrów od początku za każdym razem, kiedy chcesz napisać list czy ofertę dla Klienta. Lepsze pierwsze wrażenie i oszczędność czasu, można chcieć czegoś więcej?

Podobne wpisy:


08/02/2010 08:00 AM | oryginalny wpis


07/02/2010

Piotr Waglowski

RSiUN: z kim rozmawiamy

Kurz opadł, w Sieci opublikowano już bardzo dużo relacji na temat debaty. Następuje wspólne ustalanie ocen: kto wygrał, kto przegrał, co z tego wynika... Dla mnie temat wciąż jest aktualny (relacjonować można każdy etap, również w Sejmie, potem w Trybunale Konstytucyjnym, jeśli ktoś zdecyduje się posłać tam ustawę). Tymczasem czekam na opublikowanie treści projektu ustawy oraz uzasadnienia - potem będzie procedura notyfikacji... Przy okazji pomyślałem, że warto przedstawić drugą stronę tej dyskusji, ponieważ niektórzy myślą, że rozmawiamy z Panem Premierem. To znaczy.... Rozmawiamy z Panem Premierem, oczywiście. To on podejmuje decyzje. Ale Pan Premier nie jest tam sam...

czytaj dalej

07/02/2010 12:18 PM | oryginalny wpis


Yashke team

fabryki treści vs prasa

Richard Rosenblatt to Rupert Murdoch internetu. Rosenblatt tworzy media przy pomocy Excela nie oglądając się na etos dziennikarski. Jego spółka Demand Media to fabryka niskiej jakości treści, która dotyczy tematów najczęściej wyszukiwanych w Google.

Model jest prosty – wyprodukować jak najwięcej dobrze indeksującej się treści, która odpowiada na popularne zapytania za jak najniższą cenę i serwować reklamy obok tej treści.

Tradycyjni wydawcy nienawidzą Rosenblatta. Z wzajemnością – Resenblatt stwierdził, że jedyna szansa na przetrwanie największych amerykańskich tytułów to przejęcie przez miliarderów, którzy będą je utrzymywali z filantropijnych pobudek.

Najgorsze co w takiej sytuacji mogą zrobić tradycyjni wydawcy do obrazić się na rzeczywistość. Model funkcjonowania Demand Media jest na tyle prosty, że każdy duży wydawca może go z powodzeniem skopiować, odcinając w ten sposób kawałek z long-tailowego tortu, którym żywi się Resenblatt.

To co mają tradycyjni wydawcy, a czego jeszcze długo nie będzie miał Resenblatt to mocne, rozpoznawalne, opiniotwórcze i godne zaufania brandy. Wydaje mi się, że drugim kierunkiem jest przeniesienie tych tytułów do sieci i pobieranie opłaty za dostęp do treści w nich publikowanych.

Model jest banalny, jest wręcz przeniesieniem modelu z reala – darmowe gazety typu Metro charakteryzują się szitowym kontentem – dlatego opłaca się je rozdawać za darmo i utrzymywać tylko z reklam. Wysokiej jakości prasa kosztuje – i są ludzie, którzy pomimo dostępu do darmowej prasy wolą płacić za jakość sygnowaną daną marką gazety i nazwiskami autorów.

Pozostaje pytanie o skalę – czy sprzedaż treści wysokiej jakości w internecie to duży czy średni biznes. Czy reklama obok płatnej treści to reklama droższa niż ta przy treści darmowej? Ilu ludzi zapłaci za wysokiej jakości treść i ile będą wstanie zapłacić. Czy “druga noga” w postaci szitowego kontentu generowanego na potrzeby wyszukiwarek to biznes o skali, która jest w obrębie zainteresowań dużych koncernów mediowych. Trzeba policzyć i popróbować.

Tak jak pisałem – najgorsze co mogą zrobić wydawcy to obrazić się na rzeczywistość i dalej robić to co robią bez próbowania nowych (starych) modeli. Smutny będzie świat bez dobrych tytułów prasowych.


Praca:

07/02/2010 12:14 PM | oryginalny wpis


Patryk (patrys) Zawadzki

Krzemowe kostki, czyli jak komputery zjadły RPG

Kiedy byliśmy szczylami zupełnymi (pierwsze dwie klasy podstawówki), zagrywaliśmy się w Talizman, wtedy znany jedynie jako Magia i miecz. Gra wciągała, ale z czasem zaczęliśmy szukać odmiany. Advanced Dungeons & Dragons okazało się strzałem w dziesiątkę, przynajmniej na jakiś czas.

Niedługo później zaczęliśmy swoje pierwsze eksperymenty z poważnymi RPG. Eksperymenty to dobre określenie, bo pierwsze spotkania dziesięciolatków z odbitym na ksero podręcznikiem do Warhammera (po angielsku) były dość nieporadne.

Szybko jednak rozkręciliśmy się na tyle, że granie nie wymagało już posiłkowania się słownikiem (jeśli chodzi o angielski, to wszyscy byliśmy samoukami). W 1991 pojawiły się kserówki z tłumaczeniem Cyberpunka 2020. Na jakiś czas Warhammer poszedł w odstawkę — przynajmniej jeśli chodziło o gry fabularne, bo figurki do bitewniaka skutecznie uszczuplały skromne zasoby finansowe całej grupy.

Oczywiście grywaliśmy również na komputerze, ale ówczesne RPG dzieliły się na te z fabułą (jak np. Kult) i na te z tabelkami (jak Eye of the Beholder). Nikomu wtedy nie przyszło do głowy kojarzyć role-play’u z paskiem doświadczenia.

W papierowe gry fabularne graliśmy dużo i często, bo nie mieliśmy praktycznie żadnych obowiązków. W naszym repertuarze gościły kolejne systemy (Zew Cthulhu, Wampir: Maskarada), było dobrze. Gdzieś w tamtym czasie, na łamach pisma Magia i Miecz, pojawił się dziwoląg, który według obecnych standardów ktoś nazwać mógłby klasycznym RPG: Kryształy Czasu. Po raz pierwszy postać mistrza gry została sprowadzona do roli krupiera, który miał jedynie pilnować, by akcje graczy były zgodne z odpowiednimi tabelkami. Po jednej sesji daliśmy sobie spokój i wróciliśmy do tradycyjnych systemów.

Niestety, pod koniec podstawówki grupa się rozpadła i na jakiś czas szlag trafił granie. Kolejną ekipę znalazłem dopiero rok później. Pograliśmy razem niemal trzy lata, po czym nasze drogi się rozeszły.

W tym czasie komputerowe gry RPG poszły naprzód. Diablo stało się kamieniem węgielnym gatunku hack&slash, jednak z grami fabularnymi nie łączyło go zbyt wiele. Za ciosem poszły jednak genialny Fallout oraz Wrota Baldura, które wielu stawia za przykład RPG idealnego. Ci ostatni chyba nie wiedzą, że prawdziwa perełka ukazała się dopiero w roku kolejnym. Mowa oczywiście o Planescape: Torment, który w cudownie odświeżający sposób zerwał z klasycznie pojmowanym światem fantasy.

Mijały lata, a mi coraz trudniej było wrócić do papierowych RPG. Zdecydowana większość napotkanych graczy zdawała się traktować gry fabularne jak salonową wersję Diablo. Nie było już istotne, w jaki system gramy. Liczyło się to, żeby mieć wysokie wszystkie statystyki na karcie postaci. Nadeszły czasy, kiedy każdy rybak znał kung-fu, każdy chłop pisał w minimum trzech językach, a najczęstszym pytaniem do mistrza gry stało się kiedy będziemy zabijać potwory?

Innymi słowy historia zatoczyła pełne koło. Papierowe RPG wróciło do mojego punktu wyjścia, czyli ADnD. Komputery pozbawiły RPG dwóch pierwszych literek, została sama gra. Gra w licytowanie się na statystyki i dyskutowanie z mistrzem gry na temat tego, czy poziom 9 danej cechy oznacza już megazajebistość, czy może warto jeszcze rzucić kostką.

Na szczęście niektóre historie mają szczęśliwe zakończenia i za namową swojej wspaniałej kobiety wracam powoli do grania w środowisku graczy, którzy cenią sobie również fabułę. Którzy potrafią rzuty kostką ograniczyć do absolutnego minimum i prowadzić przygody w duchu podręcznika, a nie traktując dosłownie każde jego zdanie. Męczymy nawet Google Wave z Ciepłym i Zenem, próbując użyć go jako platformy do grania. A nuż uda się wziąć odwet na komputerach? Jest nadzieja.

Krzemowe kostki, czyli jak komputery zjadły RPG © Patryk Zawadzki, Creative Commons Attribution-NonCommercial-ShareAlike 2.5 Poland.

07/02/2010 10:40 AM | oryginalny wpis


Yashke team

Czym się interesujesz?

Dla tych, którzy mają wątpliwości co do precyzji i skuteczności targetowania behawioralnego. Porównajcie listę Google z samowiedzą. Przerażające i fascynujące jednocześnie.


Praca:

07/02/2010 09:42 AM | oryginalny wpis


06/02/2010

Karol Zalewski

Miniblog: Odcinanie od Sieci

Swego czasu głośno było o Pakiecie Telekomunikacyjnym oraz Francji, w której to wprowadzono politykę trzech ostrzeżeń kończących się odcięciem od Internetu. Natomiast niewielu wie, iż takie działania - z tą różnicą, że bez żadnych ostrzeżeń, sądu itp. - prowadzi się m.in. w akademickiej sieci komputerowej w akademikach PG.

Wystarczył mail jednej z organizacji do osób zajmujących się administracją sieci, aby kolega Wielki Owiec został pozbawiony dostępu do Internetu na 3 miesiące. Co więcej, kolejna wpadka oznaczałaby odcięcie na cały okres studiów. Urocze, prawda?

06/02/2010 08:57 PM | oryginalny wpis


Piotr Waglowski

Społeczna, elektroniczna partycypacja w Polsce - ucieczka do przodu

Korzystając z rozgrzewki i tego, że tak wiele osób zdecydowało się zainteresować aktualnymi pracami rządu (wiadomo - chodzi mi o "Rejestr") chciałbym wrócić do proponowanego już w tym serwisie pomysłu: rozważenie możliwości elektronicznego składania podpisów w ramach obywatelskiej inicjatywy legislacyjnej (to tekst sprzed dwóch lat). Stali czytelnicy pamiętają, że jestem przeciwnikiem wprowadzenia "wyborów przez internet" i "wyborów wspieranych elektronicznie" (więcej o tym w dziale wybory). Ale dyskusja o usprawnieniu istniejącego już instrumentu prawnego, jakim jest możliwość zgłoszenia do Sejmu projektu ustawy, nie jest - jak uważam - obarczona tymi zagrożeniami, z którymi trzeba by się zmagać projektując system wyborczy. Sto tysięcy obywateli może podpisać się dziś na papierowym formularzu z poparciem pod projektem. Musi to zrobić jawnie, imieniem i nazwiskiem. A gdyby tak dać możliwość podpisania się elektronicznie?

czytaj dalej

06/02/2010 05:12 PM | oryginalny wpis


Karol Zalewski

Wnętrze burzowej chmury: Ubuntu Netbook Remix i SaaS

Wygląda na to, że w kolejnej wersji Ubuntu przeznaczonego na netbooki, czyli Ubuntu Netbook Remix 10.4, pojawi się wsparcie dla usługi Google Docs. Co więcej, domyślnie zastąpi ona aplikację OpenOffice.org. I tutaj moim skromnym zdaniem pojawia się problem, który należałoby ugryźć z nieco szerszej perspektywy.

Usługi z chmur (tj. SaaS) to nie tylko popularna obecnie forma udostępniania oprogramowania (konkretniej - jego funkcjonalności), ale również powrót do korzeni informatyki, kiedy to królowały ogromne maszyny typu mainframe oraz terminale umożliwiające komunikację z nimi. Maszyny takie nie tylko udostępniały oprogramowanie i moc obliczeniową użytkownikom, ale również miejsce na ich prywatne dane. Pomimo wprowadzenia pewnej decentralizacji (zamiast mainframe mamy „chmurę”) i formy komunikacji (sieć lokalna wyparta przez sieć globalną) obecne rozwiązania są bardzo podobne do koncepcji sprzed kilku dekad. Co to oznacza? Przede wszystkim to, iż równie aktualne pozostają problemy, które miały miejsce i wtedy.

Ochrona prywatności i odpowiedzialność za dane użytkowników jest chyba najbardziej palącym problemem. Udostępniając komuś nasze prywatne dane musimy mieć pewność tego, iż powierzamy je w dobre ręce. Nie chcemy, aby ktoś nam w nich grzebał, udostępniał osobom trzecim, czy też utracił i nie był zdolny do ich przywrócenia. Oddając nasze dane osobom trzecim zawsze jesteśmy na to narażeni, nawet jeśli warunki korzystania z usługi dają nam pewną ochronę. Dlaczego? Firma nie stanowi bytu oderwanego od rzeczywistości. Często też korzysta z usług innych firm, a sama w sobie operuje w środowisku, które w dużym stopniu jest podatne na działania ze strony państwa. To, co dla nas jest naturalne może wyglądać zupełnie inaczej w państwie po drugiej stronie globu.

Konieczność działania w trybie online to również istotny problem. Usługa to nie to samo, co samodzielnie działając oprogramowanie. W celu jej wykorzystania konieczny jest dostęp do usługodawcy, a urządzenia, szczególnie te mobilne, pomimo i tak znacznej elastyczności w zakresie dostępu do Sieci nadal mogą działać w oderwaniu od niej. Jak wtedy poradzić sobie z dostępem do danych w chmurze oraz usług?

SaaS to również idealna koncepcja dla producentów oprogramowania. Owszem, wymaga to od nich pewnego nakładu pracy poświęconego na administrację zapleczem udostępniającym moc obliczeniową oraz przestrzeń na dane użytkowników, ale... W zamian otrzymują możliwość pełnej kontroli nad tym, kto i w jaki sposób korzysta z ich oprogramowania. Rynek wtórny lub piractwo? Można o nim spokojnie zapomnieć. Natomiast przy odrobinie chęci i korzystając z nieświadomości użytkowników można doprowadzić do stanu, w którym to użytkownicy zostaną uzależnieni od naszych usług. Vendor lock-in. Brzmi nierealnie? A próbowaliście kiedykolwiek dokonać migracji np. z Google Picasa do innej usługi? A co zrobicie, gdy usługodawca zwiększy ceny swoich usług? Pojawia się tutaj również wolnego i otwartego oprogramowania oraz wykorzystania otwartych standardów. Te ostatnie są szczególnie ważne w przypadku próby integracji kilku usług oraz migracji użytkowników między nimi. Jest to zazwyczaj ta funkcjonalność o której nie myśli się zbyt często przed tym, kiedy to staje się naprawdę konieczna. A co do tego ma wolne oprogramowanie? Wyobraźcie sobie teraz, iż chcielibyście samodzielnie zająć się ochroną własnych danych. Chcielibyście postawić serwer danej usługi korzystając z własnego zaplecza informatycznego i... Niestety, taka opcja nie istnieje. Co więcej, usługodawca nawet, gdy korzysta ze zmodyfikowanego oprogramowania na bazie GPL nie jest zobowiązany do tego, aby je udostępnić. Przecież nie dystrybuuje go.

To, o czym wspomniałem to jedynie szczyt góry lodowej. Można byłoby na ten temat napisać znacznie więcej, wskazać zalety SaaS oraz zaproponować rozwiązanie pewnych problemów związanych z usługami. Nie było to jednak moim celem.

Podsumowując, chciałbym zwrócić uwagę na to, iż rozwiązania oparte o zamknięte oprogramowanie oraz SaaS może i nie są złe, ale budzą pewne obawy i należy mieć do nich dystans. Owszem, pozwalają one firmom zamienić koszta stałe, jakim jest zakup oprogramowania, na koszta zmienne i posiadają szereg innych zaleta, ale... Użytkownicy powinni nie tylko myśleć o tym, co jest „tu i teraz”, ale również o przyszłości. Nikt z nas nie chciałby doprowadzić do utraty swoich danych, ich wycieku, czy też niemożności migracji do innego usługodawcy. A takie zagrożenia niesie ze sobą koncepcja SaaS, gdy korzysta się z niej bez wstępnego jej przeanalizowania.

06/02/2010 03:31 PM | oryginalny wpis


Paweł Tkaczyk

Wizerunek firmy i nisko wiszące owoce

Kiedy idziesz do sadu zbierać dojrzałe owoce, nie wdrapujesz się najpierw na sam szczyt drzewa po najtrudniej dostępne jabłka. Zbierasz najpierw te, które wiszą nisko – nakład pracy jest prawie żaden, a kosz owoców szybko się zapełnia. Dopiero, kiedy zbierzesz wszystkie nisko wiszące, przynosisz drabinę i wspinasz się po te trudniej dostępne. Czasem drabina może okazać się zupełnie zbędna – okaże się, że nisko wisiało tak dużo owoców, że w zupełności wystarczą do zapełnienia kosza.

Tak samo jest z wieloma innymi dziedzinami życia, także z wizerunkiem firmy. Jego budowanie powinniśmy zacząć od „wiszących nisko owoców”, a dopiero potem – kiedy stwierdzimy, że chcemy więcej – brać się za „ciężki sprzęt”.

Artykuł „10 rzeczy, które ulepszą Twoją witrynę internetową” zapoczątkował cały cykl o roboczej nazwie „nisko wiszące owoce”, który będzie pojawiał się w tym roku na blogu. Rzeczy, które możesz sam(a) zrobić dla wizerunku Twojej firmy, zanim wezwiesz na pomoc profesjonalistów. Jeśli nie chcesz przegapić żadnego artykułu z tej serii, możesz zapisać się na powiadamiania mailowe o nowych artykułach. Już w poniedziałek ukaże się „7 sposobów na ładniejsze dokumenty w firmie”, zapraszam do lektury :)

Oczywiście, jeśli masz sugestie co do tematyki, napisz w komentarzach. Czy jest jakieś zagadnienie z zakresu wizerunku, które szczególnie Cię interesuje?

Podobne wpisy:


06/02/2010 01:34 PM | oryginalny wpis


Karol Zalewski

Po debacie dot. RSiUN

Przyznaję, że samą debatę premiera z internautami i blogerami oglądałem z zapartym tchem. Co prawda mam wiele wątpliwości dot. tego, czy na dłuższą metę przyniesie ona pozytywne skutki, ale tak, czy inaczej uważam ją za sukces. Dlaczego? W trakcie jej trwania zadano kilka naprawdę interesujących pytań i wypowiedziano sporo bardzo ważnych, w kontekście przyszłych wydarzeń, stwierdzeń.

Przede wszystkim warto wspomnieć o Jakubie Śpiewaku z organizacji Kidprotect.pl, który w swoich kilku wypowiedziach w przystępny i bardzo plastyczny sposób wyjaśnił, dlaczego wprowadzenie RSiUN w żaden sposób nie przyczyni się do ochrony dzieci przed amatorami pornografii dziecięcej. Co więcej, wzmianka o niej jedynie odciąga uwagę od rzeczywistego problemu i daje argument za tym, aby przeciwników projektu ustawy hazardowej nazywać zwolennikami pedofilii. „Zamykanie oczek” jeszcze nikomu nie pomogło. Podejrzewam, że dla wielu osób takie słowa z ust prezesa oraz założyciela fundacji zajmującej się ochroną dzieci i młodzieży przed m.in. przemocą seksualną mogły być szokiem.

Pod koniec debaty premier skarżył się, że nie wskazano konkretnych argumentów. Odnoszę wrażenie, że zupełnie zapomniał on o wypowiedzi Marka Hołyńskiego, prezesa Polskiego Towarzystwa Informatycznego. Prezes PTI wskazał na to, jak nieefektywnym narzędziem do osiągnięcia nakreślonego przez rząd celu jest wprowadzenie RSiUN. Kosztowne, nieskuteczne i łatwe do wykorzystania w celach niezgodnych z intencjami Ustawodawcy. Cieszę się, że osoba reprezentująca PTI wyraziła to w sposób tak dosadny, a jednocześnie zaproponowała wsparcie merytoryczne w przypadku przyszłej próby wypracowania rozwiązania problemu przestępczości w Internecie. Przesłanie jest proste - zabrakło konsultacji z profesjonalistami. I nawet odniesienia premiera Tuska do sytuacji w Australii (to był strzał w stopę) oraz Niemczech nie stanowiły dobrego argumentu, dlaczego takowe się nie odbyły.

Na uwagę zasługują również wypowiedzi dr Tomasza Barbaszewskiego z Fundacji Wolnego i Otwartego Oprogramowania. Nieco bardziej emocjonalne i zabarwione idealizmem, niż słowa reszty uczestników debaty, ale świetnie oddające istotę problemu, jakim jest zapewnienie swobody wypowiedzi internautom.

Celowo na sam koniec zostawiłem wzmiankę o Jarosławie Lipszycu oraz Piotrze „VaGli” Waglowskim. Dlaczego? Każdy z nich poruszył wiele problemów, niekiedy tak bardzo ważnych, jak np. przejrzystość procesu stanowienia prawa, czy też dostęp do dokumentów generowanych przez państwo. Każdy z nich robi naprawdę wiele dla społeczności skupionej wokół Internetu. Problemem okazała się być jednak forma ich wypowiedzi, która dla wielu z odbiorców była stosunkowo nieprzyjazna, a w efekcie doprowadziła ona do niezrozumienia tego, co chcieli oni przekazać. A szkoda. Zupełnie na marginesie, podczas debaty Jarosław pracował na świetnym sprzęcie - Panasonic Toughbook robi wrażenie.

W trakcie debaty pojawiło się też kilka mniej lub bardziej interesujących pytań. O ile o tych pierwszych nie mam zamiaru wspominać to warto wymienić co najmniej dwa należące do tej drugiej kategorii. Podczas dyskusji premier Donald Tusk wspomniał, iż ustawa hazardowa ma w założeniu uniemożliwić wykorzystanie komputera, jako „jednorękiego bandyty”. Reakcja na te słowa była stosunkowo szybka - zapytano, czy tyczy się to również takich tworów, jak np. Forex, który jest międzynarodowym rynkiem walutowym, a którego działanie w ogromnym stopniu oparte jest na hazardzie. Kolejne ważne pytanie, tym razem zadane przez przedstawiciela Blackout Polska, a które pozostało bez odpowiedzi - kim są eksperci, którzy przyczynili się do powstania projektu ustawy w obecnym jej brzmieniu?

Jakie jest moje zdanie na temat całego wydarzenia? Jestem sceptycznie do niego nastawiony, optymizm nie byłby uzasadniony. Samo przeprowadzenie debaty było ważne, a czy wpłynie na losy indeksu stron zakazanych to się jeszcze okaże. W planach jest kolejne spotkanie, które odbędzie się za tydzień lub dwa. Mam nadzieję, że do tego czasu sytuacja wyklaruje się na tyle, iż dojdzie do wstępnego porozumienia, które nie będzie polegać tylko i wyłącznie na tymczasowym przerwaniu prac nad wprowadzeniem RSiUN w życie.

06/02/2010 01:32 AM | oryginalny wpis


05/02/2010

Piotr Waglowski

Polska w drodze do społeczeństwa informacyjnego: RPO i Prezydent podnoszą stawkę

Dziś, obok niedawnej debaty w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, poza tym, że na stronach Prezydenta RP pojawiły się cztery opinie na temat Rejestru Stron i Usług Niedozwolonych, które zostały tam przesłane po spotkaniu w Kancelarii Prezydenta, zdarzyło się coś jeszcze. Otóż Rzecznik Praw Obywatelskich wysłał dziś do Pana Premiera list. W liście poruszane są różne sprawy, nie tylko problematyka komentowanego ostatnio dość intensywnie w tym serwisie Rejestru. Jest tam na przykład kwestia wystąpienia ministra Rapackiego...

czytaj dalej

05/02/2010 10:01 PM | oryginalny wpis


Po debacie: wszystko zależy od Was

debata w Kancelarii Prezesa Rady MinistrówKrytykom dziękuję za celne uwagi, kiedyś nauczę się mówić krótko i na temat. Odnośnie debaty - materiałów jest wiele, nie dam rady ich wszystkich zebrać. Chociaż brałem w niej udział - tak naprawdę nie wiem jeszcze, co w jej trakcie zostało powiedziane. Jeśli ktoś myśli, że jacyś "mesjasze" załatwią za nich ich własne sprawy - wydaje mi się, że ten kierunek myślenia nie jest właściwy. Nie jestem politykiem. Staram się czytać dokumenty, by z nich się dowiedzieć, co się dzieje. Poszedłem na debatę z jednym pytaniem: gdzie przeczytam projekt ustawy, ponieważ dyskutujemy, a chciałbym wiedzieć, jak brzmią dyskutowane propozycje. Otrzymałem odpowiedź, że za kilka dni będę miał szansę przeczytać projekt. Ważna sprawa - mnie nie chodzi o to, by dopuścić do konsultacji jakąś nową grupę osób, która do tej pory gdzieś była pomijana. Chodzi o to, by zwiększyć przejrzystość państwa, aby każdy miał szansę śledzić proces legislacyjny: prawnik na Mazowszu, pszczelarz z Podlasia, kierowca tir'a, gdziekolwiek aktualnie się znajdzie. W tym sensie zabiegam wyłącznie o swój własny interes.

czytaj dalej

05/02/2010 07:43 PM | oryginalny wpis


Paweł Tkaczyk

10 rzeczy, które ulepszą Twoją witrynę internetową

Masz zamiar zlecić nowy projekt witryny internetowej? A może masz już stronę i zastanawiasz się, czy wszystko z nią w porządku? Poniżej znajdziesz listę 10 punktów, na które trzeba zwrócić uwagę przy budowaniu witryny internetowej. Skorzystanie z nich sprawi, że Twoja witryna stanie się bardziej przyjazna użytkownikowi, czyli… bardziej użyteczna.

Oczywiście dobry projekt witryny nie kończy się na tych dziesięciu punktach. Ale jeśli dostosujesz się do powyższych zaleceń, Twoja strona na pewno będzie lepsza, niż była do tej pory.

Podobne wpisy:


05/02/2010 03:14 PM | oryginalny wpis


Karol Zalewski

Miniblog: Debata premiera z internautami i blogerami

Na żywo, od 1400 - można oglądać m.in. na stronie Kancelarii Prezesa Rady Ministrów lub Onet.tv.

05/02/2010 02:12 PM | oryginalny wpis


Robert (quiris) Błaut

„Zanurz się w HTML5” lub też „W głąb HTML5” Marka Pilgrima

Osoby, które kiedykolwiek parały się tworzeniem stron internetowych i słyszały o problemie dostępności na pewno znają obowiązkową pozycję każdego młodego adepta dostępności pn. „W głąb dostępności” (ang. Dive into Accessibility) Marka Pilgrima, który przedstawiając nam 5 fikcyjnych osób posiadających pewne niedoskonałości uwrażliwiał nas na pewne aspekty projektowe stron, które być może zignorowalibyśmy nie mając świadomości skali problemów, które mogą spotkać osoby – te już prawdziwe, ale mające podobne dysfunkcje – podczas korzystania z naszych stron.

Dziś Mark proponuje nam nową podróż „w głąb HTML5”. Polecam tę pozycję każdemu fanowi technologii internetowych. Dowiemy się z niej m.in. o nowym elemencie <video> podgrzewającym dziś atmosferę w sieci w kontekście problemów licencyjnych z H.264.

Książka będąca wciąż w tracie produkcji, że tak się wyrażę, czerpie pełną garścią z nowych technologii takich chociażby jak Web Fonts zdefiniowanych co prawda w CSS, ale dopiero teraz zyskującej popularność dzięki jej implementacji w czterech najpopularniejszych przeglądarkach: Mozilla Firefox, Opera, Google Chrome oraz Apple Safari.

05/02/2010 09:09 AM | oryginalny wpis


Karol Zalewski

Miniblog: Policyjne backdoory

Och! Wygląda na to, że nie tylko polska Policja wpadła na pomysł instalowania policyjnych backdoorów w popularnych serwisach internetowych. Amerykanie również uznali to za interesujące rozwiązanie i jeżeli wziąć pod uwagę ostatni trend dot. funkcjonowania prawa w Internecie to zaraz i połowa Europy je wdroży. EFF już teraz ma pełne ręce roboty.

Mam tylko nadzieję, że tym razem znajdą sobie nieco porządniejsze argumenty, niż nagła moda na pedofilię, czy też wszechobecne gwałty na prawach wydaw... autorskich. Nie sądzicie, że to nieco niepokojące, iż w przeciągu ostatniego roku co najmniej połowa świata uznała, że jednym z najbardziej palących problemów jest pozorna anonimowość i swoboda wypowiedzi w Internecie?

05/02/2010 02:22 AM | oryginalny wpis


Piotr Waglowski

"Zapytajpremiera" media coverage

Wejście do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w dniu protestu pielęgniarek w czerwcu 2007 rokuNiebawem odbędzie się spotkanie z premierem. Zostałem na nie zaproszony przez Maćka Budzicha i mam wziąć w nim udział z "puli internautów" (chociaż nie pchałem się do Pałacu). Wiem, że czytelników temat Rejestru Stron i Usług Niedozwolonych może stopniowo już nużyć. Jest to jednak sprawa dość istotna i to na wielu płaszczyznach. Jeśli są jeszcze tacy, którzy nie mają dość tematu, to w tym wątku przywołam kolejne głosy w dyskusji, ale też linki do transmisji. W ciągu dnia odpowiadałem już na szereg telefonów od dziennikarzy, za chwilę pojawią się w tradycyjnych mediach teksty i inne materiały prasowe. Wpisuje się to w pewną logikę, gdyż - jak powiedziałem Rzeczpospolitej - dyskusji, która już rozpoczęła się w internecie, nie uda się zamknąć wraz z drzwiami po ostatnim z gości Sali Świetlikowej. Wejście do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów nie będzie dziś wyglądało tak, jak w czerwcu 2007 roku, w trakcie protestu pielęgniarek. Wszystko się rozgrywa w Sieci...
Aktualizacja w górę osi czasu: Po debacie: wszystko zależy od Was.

czytaj dalej

05/02/2010 01:55 AM | oryginalny wpis


VII edycja konkursu Prawnik Pro Bono

W tym roku, przez tą dyskusję o RSiUN, nie zdążyłem wysłać zgłoszenia do konkursu Prawnik Pro Bono (miałem kandydatów, ale dałem się zaskoczyć; termin zgłaszania minął 31 stycznia). Ale tak, jak w latach ubiegłych (por. dział pro bono) przynajmniej odnotuję bieżącą, VII edycję Konkursu.

czytaj dalej

05/02/2010 12:29 AM | oryginalny wpis


04/02/2010

Piotr Waglowski

Dyskusja o numerach IP jako danych osobowych (wyrok WSA w Warszawie)

No i co ja mam zrobić z takim newsem? Wyborcza.biz napisała, że "wojewódzki sąd administracyjny w sprawie wpisów internautów o prywatnym życiu Maryli Rodowicz" uznał, że "adres IP to także dane osobowe". Nie podano ani informacji o mieście, w którym ten sąd wojewódzki działa (prawdopodobnie chodzi o WSA w Warszawie), ani nie podano daty wydania orzeczenia, nie podano również sygnatury. Właściwie nic nie podano. Czy to celowo, bym nie mógł sprawdzić tego potem w serwisie orzeczenia.nsa.gov.pl?

czytaj dalej

04/02/2010 11:29 PM | oryginalny wpis


Akt oskarżenia po wycieku "Hurraa" - trzech ludzi z tłoczni i dzieciak

Mamy nowe doniesienie w sprawie, o której pisałem w tekście "Hurraa" online, Kult dopadnie sprawcę. Wedle medialnych doniesień do sądu w Rzeszowie trafił akt oskarżenia przeciwko czterem mężczyznom, którzy związani byli z naruszeniem praw autorskich do płyty. Wśród tych czterech mężczyzn jest trzech pracowników firmy tłoczącej krążek i jeden osiemnastolatek, który po znalezieniu już umieszczonego w Sieci (bo wyniesionego przez jednego z pracowników na pendrive) materiału postanowił nim handlować.

czytaj dalej

04/02/2010 10:34 PM | oryginalny wpis


O gębie zwolenników dostępu do pornografii dziecięcej

"Otóż, po raz kolejny instrumentalnie potraktowano dzieci i problem pornografii dziecięcej. Umieszczenie tego problemu w ustawie hazardowej to pewna forma szantażu moralnego. Ma bowiem stawiać przeciwników ustawy w sytuacji, w której sprzeciwiają się wdrażaniu rozwiązań, które miałyby chronić dzieci, czyli przyprawia się im gębę zwolenników dostępu do pornografii dziecięcej. Czyli co? Każdy, kto jest przeciw tej ustawie to pedofil? Takie zagrywki są po prostu nieprzyzwoite. Problem krzywdzenia seksualnego dzieci jest zbyt poważny, by posługiwać się nim do gier politycznych i do takich manipulacji."

czytaj dalej

04/02/2010 08:13 AM | oryginalny wpis


Ponieważ dyskutujemy o procesie stanowienia prawa - znów sięgnąłem do BIP Rządu...

Zastanawiam się, jak Rząd mógłby wycofać się z przyjętego 19 stycznia projektu ustawy, w którym zaproponował utworzenie Rejestru Stron i Usług Niedozwolonych... Teoretycznie odpowiedź na to pytanie powinna mi dostarczyć Uchwała Rady Ministrów, którą to uchwałą przyjęto Regulamin pracy Rady Ministrów. Mogę znaleźć taką uchwałę z dnia 19 marca 2002 r., mogę również znaleźć Uchwałę z dnia 31 marca 2009 r., którą zmieniono wcześniejszą Uchwałę... Pytanie - czy jest gdzieś wersja ujednolicona? Może w Biuletynie Informacji Publicznej Kancelarii Prezesa Rady Ministrów? W pewnym momencie przestałem szukać, a to dlatego, że trafiłem na coś niezwykle interesującego. Okazuje się, że 20 stycznia 2010 roku pojawiła się tam nowa wersja strony pt. "Sposób ustanawiania aktów prawnych"...

czytaj dalej

04/02/2010 06:37 AM | oryginalny wpis