Planeta 7thGuard

Śledzimy ciekawe blogi techniczne.
Dowiedz się więcej »

Obserwujemy te blogi:


RSS Planety: RSS 2.0, RSS 1.0
Lista blogow: FOAF, OPML
Ostatnia aktualizacja: 20/08/2008 02:16 AM

Zgłoś bloga: planeta (na) 7thguard.net

Zbuttonuj się: button planety 7thguard

19/08/2008

Łukasz Horodecki

Dla każdego coś animowanego

Ostatnio postanowiliśmy urozmaicić listę naszych filmowych zakupów i kupić coś nie będącego filmem z Bollywood :) Zakupów starczyło do obdzielenia całej naszej małej rodzinki i wszystkie z nich chciałbym Wam polecić.

Zwierzo-zwierzenia

Na początek to co dostałem ja, czyli DVD z kapitalnym plastelinkowym serialem ze studia Aardman. Wyobraźcie sobie wypowiedzi różnych ludzi na takie tematy jak zdrowie, praca, jedzenie czy gwiazdka włożone w usta, a raczej pyski i otwory gębowe rozmaitych stworzeń i będziecie mieli „Zwierzo-zwierzenia”.

Efekt komiczny jest gigantyczny, nic dziwnego że zakochałem się w „Zwierzo-zwierzeniach” od pierwszego kontaktu w TV. Biorąc pod uwagę śmieszną wręcz cene DVD (niecałe dwie dychy) warto je nabyć, nawet mimo tego, że na płycie jest tylko lektor, bez oryginalnej wersji językowej.

Baranek Shaun

da.killa 2.0, codename Grzesiek, dostał aż dwie płyty. Każda z nich zawiera dziesięć odcinków innego serialu firmowanego przez studio Aardman, również ze zwierzakami w roli głównej. Głównymi bohaterami sa owce, ale jest też pilnujący ich pies, trójka wrednych świń i inne zwierzaki z farmy.

Oficjalnie DVD są dla Małego, ale ja tez lubię zobaczyć jak Shaun urządza disco w owczarni (”Gorączka sobotniej nocy” się chowa) czy odchudza koleżankę (z kapitalnym cytatem z „Rocky’ego”).

Rodzinka Yamadów

Mojej Żonce (no powiedzmy, że jej, skoro pozostałe są rozdzielone między Małego i mnie) dostał się film z zupełnie innej bajki - anime z wytwórni Ghibli. Rysowany urposzczoną kreską obraz składa się z kilku historii z życia trójpokoleniowej japońskiej rodziny, której perypetie wydają się zadziwiająco swojskie.

Zabawna i pełna ciepła opowieść urzec może nawet zrażonych do japońskiej animacji, jeżeli tylko dadzą jej szansę.Podobne wpisy: Zanurzam się w filmowej egzotyce,

19/08/2008 08:30 PM | oryginalny wpis


Mariusz Mazur

PLD @ Amazon EC2

19:47 <Aria> Amazon EC2 AMI ID: ami-5ced0935 <- pld linux th base setup as a public image, you can setup an ssh key through amazon's api and run your very own.
19:47 <Aria> (Caleb Maclennan's work)

Ok, that's like way cool 'n shit. Those crazy foreigners and their crazy ideas!

(My next entry will be about Google switching to PLD. Seriously. Stay tuned.)

19/08/2008 06:53 PM | oryginalny wpis


Yashke team

Yahoo Buzz Effect - 300 000 kliknięć na sekundę

Yahoo! Buzz

Yahoo Buzz to taki Gwar który się udał :) Ludzie wrzucają linki, inni ludzie głosują, a cała masa ludzi w te linki klika.

Niektóre ciekawsze historie bywają wyciągane przez redaktorów strony głównej Yahoo i linkowane bezpośrednio do źródła właśnie ze strony głównej.

Jako, że Yahoo! to najpopularniejsza strona świata to potrafi wygenerować niesamowity traffic w serwisie do którego linkuje. Np ta historia z Techcrunch wg Nick’a Gonzalez’a z Techcrunch była klikana w szczytowym momencie 300 tyś. razy na sekundę (!!!).

Najciekawsze w tym wszystkim jest precedens, którego twórcą jest Yahoo! - ze strony głównej generalnie nie linkuje się za darmo do innych nie związanych z portalem (wydawcą) stron. Żaden portal tego nie robi. Co więcej - nawet w artykułach często nie linkuje się do omawianych serwisów i stron www. Niestety zwykle linkuje się do siebie - nad czym ostatnio ubolewał Tim O’Reilly z którym, jako współtwórca akcji Linkujmy!, się zgadzam.

Yahoo! złamało schemat i dzięki temu zainteresowało Buzz’em tysiące twórców treści, którzy zastępują przyciskami Yahoo Buzz przyciski Digg’a.

Ciekawe czy polskie portale odważyłyby się na taki krok?

19/08/2008 04:41 PM | oryginalny wpis


18/08/2008

Yashke team

Duży sukces poznańskiego Barcampu - Spryciarze.pl pozyskali finansowanie

Ekipa Sprzyciarzy prezentuje serwis na Barcamp #10

Pamiętacie zorganizowany przez nas konkurs startupów, który zamykał sezon poznańskich Barcampów?

Konkurs wygrała ekipa Spryciarzy.pl - serwisu z poradami wideo. Spryciarze.pl podczas Barcampu #10 już mogli pochwalić się 3 milionami odsłon miesięcznie (!).

Start - Spryciarze.pl

Z tego co wiem po konkursie serwisem zainteresowały się wszystkie polskie fundusze inwestycyjne inwestujące w sieci i czołówka polskich portali. Spryciarze.pl zdecydowali się na podjęcie współpracy z Vivex Investment.

Vivex inwestował do tej pory głównie na rynku ukraińskim - w jego portfolio znajdują się takie serwisy jak mapia.com.ua (internetowa mapa/nawigator) i portal turystyczny Seepla.

Kwota inwestycji nie została ujawniona ale strzelam, że nie jest mniejsza niż 1 mln złotych. Także panowie Marcin Radziwoń i Artur Olszewski - założyciele serwisu najprawdopodobniej są już milionerami (lub pół-milionerami) :)

Dobrze jest myśleć, że w jakimś stopniu przyczyniliśmy się do tego sukcesu. Konkurs przyniósł zamierzone skutki - pokazał, że tworzy się u nas sporo fajnych przedsięwzięć w tym takich w które warto sporo zainwestować.

Na pewno zaprosimy Marcina i Artura na jeden z nadchodzących Barcampów by opowiedzieli o swoich doświadczeniach.

Ktoś jeszcze wątpi w sens takich spotkań? :)

18/08/2008 11:57 AM | oryginalny wpis


17/08/2008

Piotr Waglowski

Dookoła przetargu na Systemu Dozoru Elektronicznego

Chociaż Rzeczpospolita stawia w tytule znak zapytania, to jednak tekst sugeruje, że rozpisany przez Ministerstwo Sprawiedliwości przetarg na System Dozoru Elektronicznego jest "ustawiony", tj: "warunki największego od trzech lat przetargu na rynku elektronicznym wartego 300 milionów złotych zostały tak sformułowane, że może go wygrać tylko jedna firma".

czytaj dalej

17/08/2008 11:07 PM | oryginalny wpis


Zapadają wyroki w sporach o ochronę dóbr osobistych naruszanych w internecie

W wyroku wydanym 9 czerwca 2008 roku przez Sąd Okręgowy w Warszawie (w sporze o ochronę dóbr osobistych), poza nakazaniem zaprzestania rozpowszechniania informacji dotyczących rzekomego bezprawnego i nieetycznego postępowania - jak rozumiem - przypisywanego powodom przez pozwanego, poza rozstrzygnięciem w przedmiocie kosztów postępowania, sąd zobowiązał również pozwanego, by w terminie 7 dni od dnia uprawomocnienia się wyroku rozesłał na listę dyskusyjną (z adresu podanego w orzeczeniu wynika, że chodzi o listę mailową) "oświadczenia napisanego czcionką nie mniejszą niż 12 pkt, Times New Roman, tekstem koloru czarnego na białym tle..."

czytaj dalej

17/08/2008 09:10 PM | oryginalny wpis


Adam Dziura

Relacja autostopowa (część 1)

4400 km, 25 dni, 3 osoby - autostopem. Noclegi w namiocie na stacjach, przy moście, na kempingach, w Taize, bez namiotu na plaży, u gościa z hospitalityclub, u 2 rodzin Moniki oraz w naczepie TIR-a. Kilkadziesiąt samochodów od staroci po limuzyny, 12 narodowości kierowców, kilka różnych języków w użyciu... Osoby biorące udział to: Anna/Andzia, Monika/Żaba oraz Adaś/Adaś ;) Więcej w kategorii Autostop na tym blogu.

Mapa powyżej przedstawia trasę drogi tam (a to z powodu ograniczenia Google Maps - przy większej ilości miejscowości się wykrzacza...). Po przybliżeniu widać nasze niektóre "odbicia" z autostrad ;) Zielone kropki to noclegi. W tym wpisie będzie opis wyjazdu tylko do granicy francuskiej. Na resztę trzeba poczekać... Cierpliwości. A teraz zachęcam do czytania :)

Gliwicki start

Początek 14. lipca na naszej uczelni: chwila oczekiwania na korytarzu i rozmowa ze sprzątaczką: "A wy przyjechaliście z wakacji sprawdzić czy się na studia dostaliście?". Widocznie strasznie młodo wyglądamy. Ale to dobry znak - kierowcy nie będą się nas bać. Następnie przejazd z rodzicami Moniki na zjazd z autostrady (Rybnicka w Gliwicach). Chwila pożegnań i Golf odjeżdża obrzucając nas błotem spod kół.

Pierwsza kartka (a jest już godzina 12:30): Wrocław. Piąty samochód i jedziemy z maturzystą z Wałbrzycha (przyszłym architektem) wracającym z jakiegoś konwentu gier fabularnych na Śląsku. Jesteśmy jego pierwszymi stopowiczami w jego niewielkim samochodzie. Słuchamy Trójki - może to właśnie dzięki niej nas zabrał (konkurs Wielki Wyścig właśnie trwał).

We Wrocławiu suszymy plecak Żaby wrzucony przez nią do rowu z wodą. Robimy też wejście do hipermarketu w celu skorzystania z ubikacji. Do tych samych toalet udały się 2 inne autostopowiczki (z plecakami w wózku sklepowym). Stacja benzynowa przy A4 na Bielanach w remoncie. Jakaś para w związku z tym stoi na autostradzie (niebezpieczne trochę). My wybieramy miejsce przed stacją (kawałek zakreskowanego asfaltu). 10 minut i zatrzymuje się samochód na nie polskich rejestracjach, z kierownicą po prawej stronie. Czyżby już trzeba było po angielsku nawijać?

Kierowca okazał się Polakiem mieszkającym w Oksfordzie. Jedziemy cały czas 100-105 na godzinę. A wszystkich wyprzedzamy. Po pewnym czasie dotarło do nas, że na liczniku są mile... A w radiu eska leci sobie piosenka: Manchester - Dziewczyna Gangstera. A spiker w radiu na jej koniec: "To był polski Coldplay...". Wraz z Andzią jak na zawołanie parsknęliśmy śmiechem.

Wysiadamy na skrzyżowaniu w Krzywej (A4/A18). I przed stacją benzynową jemy "obiad" kanapkowy. Na stację wjeżdża VW Transporter na niemieckich tablicach. "On będzie nasz!". No i się zatrzymał. Andzia po niemiecku pyta się czy potrafią mówić po angielsku. Oni po polsku odpowiadają, że po polsku też potrafią. 2 mężczyzn z Tarnowskich Gór :D (dla mniej zorientowanych - ja mieszkam w TG). Jedziemy do Drezna.

Drezno

Około 19 wysiadamy na stacji koło centrum handlowego Na stacji rytuał: oglądanie mapy i robienie jej zdjęcia. Wsiadamy w tramwaj i jedziemy na kemping po drugiej stronie miasta w celu zanocowania. Ale przejeżdżając przez centrum postanowiliśmy jednak wysiąść licząc, że gdzieś zanocujemy ;) No i zrobiliśmy sobie ponad półtoragodzinny spacer po centrum miasta. Miasta przepięknie odnowionego po nalotach dywanowych w czasie II wojny światowej. Ciekawostką w Dreźnie były wyświetlacze na przystankach autobusowych i tramwajowych z informacjami o najbliższych przyjazdach.

Po spacerze trzeba było dojechać na kemping. Tramwaj → przesiadka → autobus → i jesteśmy na kempingu. Recepcja zamknięta... Ktoś po niemiecku wskazuje, gdzie możemy się rozbić. Nie mamy żetonów na prysznice - trudno. Pozostaje umywalka. Kafelkarze w łazience nie byli zbyt dobrzy, bo woda stała w innych miejscach niż kratki odpływowe ;)

Halo Jola, Halo Hof (błądzenie po okolicach autostrad)

Wstajemy rano... Hmm... 9? I ruszamy autobusem o 10:30. Autobus → przesiadka koło dworca kolejowego → tramwaj → jesteśmy w miejscu, które wydawało mi się dobre do łapania stopa. Wydawało mi się. Robimy spacerek wzdłuż drogi, przestawiamy jakieś słupki drogowców, aby ewentualny samochód miał gdzie się zatrzymać. Nic z tego - idziemy dalej. Dopiero zatrzymuje się nam kobieta w Citroenie C3 z małym dzieckiem na przednim siedzeniu. Odważna, ale nie mówiąca po angielsku. Dowozi nas do Freibergu. Miasto obchodzimy piechotą na drugą stronę. Ktoś się zlitował i wywozi nas na zjazd na autostradzie. Ale na marny zjazd.

Dodam, że w mojej nomenklaturze stacje oraz zjazdy dzielą się na:

To był badziewny zjazd. W dodatku z tablicą na Hof - miejscowość ta utkwiła nam głęboko w pamięci. Musimy łapać po przeciwnej stronie drogi - z braku lepszego miejsca. Jeden samochód zatrzymuje się ale po chwili odjeżdża. Czyżbym wystraszył? W końcu po wypróbowaniu kilku różnych kartek zabiera nas ktoś do Chemnitz - mały odcinek, ale zawsze to coś. Chemnitz to zjazd lekko do ... niczego. Bo mieszkańcy Chemnitz jadący w naszą stronę (HOF!!) wjeżdżają innym zjazdem po drugiej stronie miasta. A nuż się uda. Udało się tylko na kolejny zjazd w okolicy Zwickau. Zjazd poza moją nomenklaturą - 1 samochód na minutę. W okolicy 2 domy a przy płocie jednego stoi dziadek z lornetką i gapi się na nas. Jest to kolejne dziwne miejsce na łapanie stopa - wysepka na skrzyżowaniu :D

Ślepej kurze ziorko

Rezygnujemy - idziemy szukać noclegu. W okolicy jest stacja benzynowa (tzw. Autohof). Znajdujemy miejsce w lasku w okolicy stacji. Namiot rozbity i kobiety idą się obmyć. Na stacji spotykają Polkę, która proponuje nocleg w naczepie jej TIR-a. Polka i jej mąż mieszkają w Zabrzu. Andzia też ;) No to jak adaś wewnątrz naczepy pozamiatał to można nocować. Pierwszy raz w TIR-ze :)

Rano idziemy ponownie na ten niemiły zjazd. No i nic. Zmieniamy plan. I łapiemy coś do centrum Zwickau. Zatrzymuje się pierwszy samochód. Tfu... limuzyna. W środku starszy mężczyzna z wielkim Roleksem na ręku. Pokazuję na mapie wjazd, na który chcemy się dostać. Zabiera nas do tej wioski. Okazuje się, że tam nie ma wjazdu. Moja mapa jakaś dziwna ;) A że potrafił tylko po niemiecku to się nie dogadaliśmy aby nas tam wysadził - mielibyśmy troszkę bliżej. Zawiózł nas z powrotem na nasz ukochany wjazd na Hof. A dokładniej na skrzyżowanie 300m od tego zjazdu.

No nic. Łapiemy autobus do Centrum Zwickau i piechotą wychodzimy na drugą stronę miasta... Ach ten mój GPS w głowie ;) Zatrzymuje się nam Turek i podwozi nas kilkaset metrów do komisu. Mówi, że za "jakiś czas" będzie jechał na autostradę. Na razie dziękujemy i próbujemy łapać coś innego. Jeden niemiecki kierowca z rodziną przejeżdża obok nas 3-4 razy (chyba się zgubił). Za każdym razem pokazywaliśmy mu kartkę - oni i my się pouśmiechaliśmy do siebie ;)

Po pół godzinie zatrzymuje się nam terenowe Audi Q7. Z niego wyskakuje ten nasz Turek. No i jedziemy w okolice Plauen. Po drodze nie ma stacji benzynowej - wysiadamy na zjeździe. Jak zwykle badziewnym. Tam tablica kierunkowa na... oczywiście, że Hof. Tutaj zaczynamy sobie śpiewać (zmieniając imiona na Helga, Hans itp.) wierszyk:

Halo Jola, Halo Helmut. Das ist Jola. Das ist Helmut.

Nie jedzie nic, więc wyciągamy butlę gazową i przy autostradzie robimy sobie ciepłą herbatę, jakiś gorący kubek czy kisiel. Zmieniamy miejsce na inne aż w końcu wystawiamy kartkę do centrum. Pierwszy samochód się zatrzymuje (nowe BMW) i wywozi nas nawet na dobre miejsce za miastem (nadrabia drogi dla nas, bo inna droga była w remoncie).

Tam stoimy chwilę i zatrzymuje się zielony samochód Ford Fiesta zawalony zakupami. W środku uśmiechnięta Niemka pyta czy się zmieścimy. Daliśmy radę się zmieścić pomiędzy zgrzewkami napojów. Nawijała i się śmiała mimo, że ja i Monika nic nie rozumieliśmy a Andzia piąte przez dziesiąte :D Wysiadamy przy zjeździe autostradowym. Robię szybki bieg w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca. Gdy wracam widzę z daleka TIR-a stojącego obok dziewczyn i mężczyznę zapinającego spodnie i pasek... O co biega!? Gość wyskoczył z rozpiętymi spodniami i mówiąc:

"Das ist szajse plac nach Sztutgart" (pisownia zasłyszana).

Po kilkunastu minutach jedziemy z parą aż 100km za Stuttgart. Chyba się Tirowiec pomylił ;) A my nazywamy tego stopa: "Ślepej kurze ziorko cz. 1". Po tej jeździe zachorowałem - cały czas przeciąg, więc się nie dziwię. To samo tyczy się klimatyzacji ustawionej na kilkanaście stopni niżej niż temperatura na zewnątrz... Zachęcam kierowców do postudiowania instrukcji klimatyzacji.

Zostajemy wysadzeni w lesie w okolicy miejscowości Horb. W miejscu gdzie pojawienie się ludzi pieszych powinno dziwić. I dziwiło przejeżdżających kierowców. Wyglądaliśmy jakby nas UFO wysadziło... Ruszamy pieszo w kierunku miejscowości. Po drodze łapiąc. Po kilkuset metrach jedziemy już z jakąś kobietą, która także nadrabia kilka kilometrów i zawozi nas do Lossburga. Tam mieszka rodzina Moniki - celem było odwiedzenie ich. Mamy adres, więc trafiliśmy.

Potem zostaliśmy nakarmieni, napojeni i ochrzczeni pątnikami: "Nam by się tak nie chciało.... Jesteście szaleni". Dyskusje prowadzone po polsku, niemiecku, śląsku i angielsku. Po angielsku dlatego, bo była tam też kuzynka Moniki z Kanady. Jej konstrukcje zdaniowe łączące 3 języki były genialne :) Jej ulubione słowo po polsku: durne. Stamtąd był napisany krótki wpis na bloga. Rozmowy, śpiewy a sen dopiero o 2. Rano szwarcwaldzkie śniadanie a po nim zostajemy podwiezieni do Strassburga przez góry Szwarcwaldu (jakieś 70km).

Czyli to już Francja.... Czekaj na dalszą część... :) W międzyczasie można obejrzeć zdjęcia z całej wyprawy w albumie Picasaweb. Dokładniejszą relację, spisała już Andzia. Marki samochodów, ilość samochodów itp ;)

17/08/2008 04:15 PM | oryginalny wpis


Dworzec kolejowy w Strasburgu

Dworzec kolejowy w Strasburgu jest lekko dziwny. Stoi sobie zabytkowy budynek dworcowy z XIX wieku. A nad/przed nim zbudowano przeszkloną kopułę/półjajo (na zdjęciu obok) zasłaniającą stary dworzec. I w niej znajduje się wejście na stację podziemnego tramwaju.

Ciekawe rozwiązanie - może i wygodne dla podróżnych. Ale sam wolałbym oglądać odrestaurowany stary dworzec niż to szkło. No chyba, że dałoby się tak zrobić z Centralnym w Warszawie czy też z dworcem w Katowicach. ;)

17/08/2008 01:55 PM | oryginalny wpis


16/08/2008

Piotr Waglowski

Projekt ustawy o infrastrukturze informacji przestrzennej

Kolejne konsultacje, tym razem związane z implementacją dyrektywy 2007/2/WE ustanawiającej infrastrukturę informacji przestrzennej we Wspólnocie (INSPIRE). O problematyce INSPIRE pisałem wcześniej m.in. w tekstach: Walka o publiczny dostęp do gromadzonych danych kartograficznych oraz System ewidencji nieruchomości po kontroli NIK. Główny Geodeta Kraju przesłał do niektórych organizacji projekt ustawy, która - wedle dołączonego uzasadnienia - powinna wejść w życie jeszcze w 2008 r. Moim zdaniem przygotowywana jest podstawa prawna do uruchomienia sklepiku z informacjami przestrzennymi.

czytaj dalej

16/08/2008 04:32 PM | oryginalny wpis


Adam Dziura

Technologia w Taizé

Godzina 22, niedziela któregoś tam lipca. Kościół w Taizé we Francji. Odbywa się msza święta po polsku.

W trakcie mszy zauważamy wysokiego (2m?) księdza, który bawi się komórką. Może za chwilę ją schowa... Nie... Pokazuje księdzu siedzącemu obok - wymieniają jakieś uwagi. Dziwne zachowanie.

Trwają czytania. Po polsku, rosyjsku i jeszcze jakiemuś. W pewnym momencie ksiądz od komórki mówi coś (jakąś część mszy - nie wiem co to było) patrząc na swoją komórkę. Po czesku lub słowacku. Hmm... Chwilę później - ewangelia. Polski, rosyjski... I podchodzi ten czeski/słowacki ksiądz i czyta ewangelię z komórki w swoim języku. Zaskoczenie totalne. Czyżby jakiś programik z czytaniami czy też internet?

Parę dni później. Spotkanie z polskim bratem z Taizé. Rozmowa o innych braciach. Jeden często podróżuje - obecnie jest gdzieś w południowo wschodniej Azji. No i taka rozmowa:

- Czy rozmawiają jakoś bracia z nim?
- Tak, przez internet. Nawet dzisiaj z nim rozmawiałem.
- Przez Skype?
- Nie... Gmaila... Lepsza jakość...

Wiek tego brata to jakieś ponad 50 lat...

ps. Informacyjnie dopiszę, że zdjęcie we wpisie nie przedstawia tej mszy a próbę chóru. Msza odbywała się w innej częsci tego kościoła...

16/08/2008 04:16 PM | oryginalny wpis


Zakaz postoju po francusku

Miasto Thiers we Francji.

Jest to jakiś sposób na wymuszenie przestrzegania przepisów przez kierowców. I nawet działa... Tam gdzie stoją znaki, nikt nie zatrzyma samochodu. A obok "wre" remont chodnika.

16/08/2008 01:37 PM | oryginalny wpis


Tyskie ponad wszystkie (w Strassburgu)

Sklep piwny w centrum Strassburga.

Weszliśmy tam w poszukiwania jakiegoś polskiego piwa (myśląc, że pewnie Żywiec będzie). A tu niespodzianka - jedynym polskim piwem było Tyskie.

16/08/2008 01:02 PM | oryginalny wpis


Sterylne zamknięcie

Sterylne zamknięcie produktu mięsnego stosowane przez polskich turystów podróżujących po Europie. Żadna europejska mrówka się przez to zamknięcie nie przedostanie.

Mrówki spotykane w okolicy zwane były faraonkami.

16/08/2008 09:30 AM | oryginalny wpis


15/08/2008

Yashke team

Przewaga semantic web nad nie semantic web


Freebase Parallax: A new way to browse and explore data from David Huynh on Vimeo.

Freebase to taka Wikipedia gdzie dane mają znaczenie - mają strukturę. Zobaczcie co można zrobić z taką strukturą i jaki potencjał kryje za sobą termin semantic web.

15/08/2008 08:39 AM | oryginalny wpis